środa, 27 maja 2009

myśli

Uwierzyć w siebie. Po co? Dlaczego? Dla kogo? ..warto?


Mam 17 lat, czyli 1/4 życia za sobą. Zrobiłam wczoraj bilans strat i zysków. Wyszłam na -1. Zbyt późno uwierzyłam. Zbyt dużo szans straciłam. Nie wiem kiedy ani jak zmieniłam siebie.

Zbieram sie w sobie do napisania powaznej notki. Juz niedługo. za duzo sie nazbieralo

17 komentarzy:

  1. Hm, dla siebie ? Nie, nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwierzyć to pięknie zmienić sobie życie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ...a potem nagle ocknąć się i stwierdzić, że oszukiwało się samego siebie. Niby świadomość określa byt - prawda, tylko co z tego ? Życie wciąż będzie żałosne. A fragile act of existence.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwierzyć w siebie.. dla siebie - warto.
    Chociażby dlatego, że bez tego rodzaju wiary i zaufania człowiek zmierza nigdzie indziej jak tylko do punktu autodestrukcji. Miażdżącej i potężnej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Komentarz anonima najlepszą odpowiedzią dla Mayaya.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma po co wierzyć w siebie. I tak ludzie bezlistośnie zmiażdżą te próby uznania swojej wartości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po to każdy z nas ma mózg, by nie przejmować się tym, co mówią inni. Trzeba być ponad tym, bo właśnie takimi głupotami człowiek zaśmieca sobie życie. Konar i anonim mają rację - dla siebie warto. Bo jeśli uwierzysz, to nikt nie jest w stanie ci tego odebrać. Jest z tobą już do końca, a sprawi, że zyskasz o wiele więcej, niż jeśli miałabyś bać się konfrontacji ze światem.
    Na wszystko potrzeba czasu, ale wiem, że uwierzysz :) Nie ma co narzekać, najlepsze lata dopiero przed tobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gothik - zmiażdżą, jeśli ludziom na to pozwolić. Paradoksalnie nie uda im się właśnie wtedy, gdy będziemy w siebie wierzyć.

    Seyren - gdyby człowiek nie przejmował się tym, co mówią inni, byłby zwyczajnie głupi. Trzeba słuchać, bo to ważny element samodoskonalenia. Wyciąganie wniosków i poznawanie opinii innych. Samo słuchanie nie jest jednak równoznaczne z akceptacją.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonim - warto zmieniać siebe świadomie a nie pod wpływem słuchania innych. Manipulacja się kłania

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgaga - jedno wypływa z drugiego. Jak z pogodą - pada śnieg, to włożysz ciepłą kurtkę, świeci słońce, to zostaniesz w koszulce. Czynniki zewnętrzne mają ogromny wpływ na to, jak się czujemy i myślimy.
    A słuchanie innych to nie tylko rejestrowanie, ale także odrzucanie informacji błędnych, co wyklucza manipulacje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdybym miał podsumować:
    Zauważyłem, że ja rozszerzyłem trochę temat na sprawy epistemologiczne i eschatologiczne, no ale tak już mam, że lubię iść do sedna.
    Z Anonimowym, to ja bym się zgodził jakieś pół roku temu. Miałem tego pecha, że w międzyczasie uświadomiłem sobie parę rzeczy.
    Zakładając, że jedynym ostatecznym celem życia jest życie samo w sobie, można przyjąć nastawienie optymistyczne (Leibniz), lub też pesymistyczne (Schoppenhauer), ale niezależnie od nastawienia, efekt będzie taki sam. I jeśli ktoś sądzi, że życie ma jakiś inny, ukryty sens, dla którego warto sobie wmawiać, że jest dobrze (skoro po prostu JEST), to ja w tym widzę tyle sensu co w wierze w krasnoludki.
    "Człowiek zmierza do autodestrukcji" - wybacz, ale człowiek zmierza do autodestrukcji i bez tego. Jeśli mi udowodnisz, że nie, to wypiorę twoje skarpetki. Btw- pochwal się nickiem, bo koleś, który gada tutaj najrozsądniej nie może być cały czas anonimem.
    @Seyren, Anonim ci powiedział to co ja chciałem, więc daruje. Chociaż strasznie mnie razi ten twój chorobliwy idealizm. "Sprawi, że zyskasz o wiele więcej" - ciekawe czego. Pisanie dla pisania, powtarzanie utartych pocieszających schematów. Fail z leksza.
    @Gothik, po raz pierwszy od pół roku nie mam ochoty Cię besztać, a tylko łagodnie wyprowadzić z błędu. Spójrz na mnie. Czy ktos mnie miażdży ? Nie. Bo nawet jeśli wierzę w bezsens egzystencji i znikomą wartość swojej osoby, wierzę też w to, że życie innych jest równie bezwartościowe jak moje. Nie dam się deptać komuś, kto jest taką samą pizdą, jak i ja.
    @Zgaga, infantylna odpowiedź. Zmienianie się pod wpływem innych jest czymś tak oczywistym jak to, że świeci słońce. Zaczynając na odruchu Pawłowa, a kończąc na zwykłej konwergencji. Zmieniasz się pod wpływem ludzi i otoczenia, czy chcesz, czy nie. Pomyśl o 5 rzeczach, których nie robiłaś 5 lat temu, a robisz teraz. Skąd to się wzięło, hm ? Manipulacja jest wszechobecna, ale tak jak napisał Anon, "to też odrzucanie informacji błędnych".
    Żsie napisałem, hohoo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mayay - jakieś pół roku temu moja wypowiedź byłaby bliższa Twoim poglądom. Ale teraz tak nie jest, i w sumie dobrze mi z tym.
    Ludzie wpływają na nasze nastawienie do świata tak bardzo i nieoczekiwanie, że pomimo wiadomego celu każdego życia, nie zawsze chce się go traktować tak całkiem serio-serio. No dobra, umrzemy. Super. I tylko co to kogo? Dlatego, za przeproszeniem, pierdolić Schopenhauera. Nie mówię, że od razu należy kochać każdego motylka czy kwiatka, jak nawiedzony św. Franciszek, ale skoro zakładamy, że życie ma się jedno i nic więcej, to po co sobie je zasrywać pesymistycznymi poglądami głupiego szwabola? I bez skrajnie negatywnego postrzegania świata życie potrafi porządnie nakopać do dupy. Samo z siebie. Dajmy mu więc pole do popisu, a nie pomagajmy jeszcze.
    Co do zmierzania ku autodestrukcji.. hm, zależy, co ma się na myśli, używając tego pojęcia. Ja łączę to z totalnym zidioceniem, zEMOwaceniem, popadnięciem w bezsens i parajonę. Z takim ogólnym zeszmaceniem człowieczeństwa i wszelkich wartości płynących z bycia człowiekiem. A to z kolei wynika z brnięcia w głupotę i dostrzegania jedynie ujemnych stron życia. Nie wiem, co Ty dokładniej rozumiesz poprzez 'autodestrukcję'. Poza tym.. po drodze do niej, skoro jest ona wg Ciebie nieunikniona, można natknąć się na wiele ciekawych i pięknych rzeczy, miejsc, osób. Cokolwiek. Wydaje mi się więc, że warto poszukać jaśniejszych stron niekoniecznie uroczej codzienności.
    Btw, lubię być anonimem. Bo komu po moim nicku. Wydawało mi się, że tu o temat rozmowy chodzi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonim: ja mówiłam o ludziach w sensie negatywnym, jako że trzeba nie dać się im stłamsić. A faktycznie rad trzeba słuchać, ale umieć poznać, kto je daje, a kto nam napsuć krwi chce.
    Mayay: zyska więcej, jeśli uwierzy. Może i jestem idealistką, ale widzę, jak świat działa. Jak się nie ma ideałów to się to życie przegrywa, proste. A chorobliwie to ja pilnuję 15min ćwiczeń każdego dnia :P Nie chodziło tu o pocieszanie, bo swoją teorię co do pocieszania Goth mam, ale o zwrócenie uwagi na jej poddawanie się temu, co jej tak niby przeszkadza.
    A jak się w nic nie wierzy, to jeszcze człowiek staje się gburem. Jak ktoś chce na własne życzenie podupadać i psychicznie, intelektualnie etc, to prosze bardzo. Ale musi sobie uświadomić, że się poddaje.

    A Zgaga za dużo myśli :P Mam podobnie, że im więcej czasu mam wolnego, tym gorsze myśli przychodzą ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. http://www.daily.art.pl/index.php?d=2003-09-24

    OdpowiedzUsuń
  15. Seyren - nie tylko ludziom nie można dać się stłamsić, ale niczemu. A wszystko potrafi nam krwi napsuć. Zaczynając od złośliwości rzeczy martwych, jak wtedy, gdy komputer zawiesza się w momencie pt. 'a właśnie miałam/em zapisać ten plik!', poprzez świat przyrody, który deszczem potrafi zepsuć najpiękniejsze plany, i na krytykujących nas niesłusznie człowieczkach skończywszy. Bez zbędnego bełkotu - chodzi mi o to, że każdy i wszystko potrafi człowieka wpienić, co nie znaczy, że należy tylko ignorować. Nawet negatywy. Może jedynie ich nadmiar napływający w nieodpowiednim momencie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonim- rozumiem, o co ci chodzi :) Staram się w dość skondensowanej formie przekazać, i masz rację :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Ag, musimy gdzieś razem wyjść i pouśmiechać się do siebie. Jak to jest, że mnie potrafisz podnieść na duchu, a później sama podupadasz? Każdy z nas ma jakąś wartość, jeśli tego nie widać, to pora wymienic oczy.

    OdpowiedzUsuń