poniedziałek, 9 lutego 2009

co ten przecinek tu robi?! Opala się o,O xDD

Efekt popołudnia spędzonego kiedyś tam dawno temu z Alą. I oczywiście znajomości z kilkoma osobami o nieco innych acz zajebistych charakterach.
..marzy mi się powtórka z rozrywki <3..


Był ciepły, słoneczny dzień. Miauczący Marcin, Aspołeczna Ala i Złowieszcza Zgaga siedzieli w swojej Huśtawkowej Fortecy. Miauczący Marcin I Aspołeczna Ala tłukli się jak zwykle. Monotonne zgrzytanie huśtawki przerywało tylko "Aua! Spadaj idioto!" i tym podobne wypowiedzi. Złowieszcza Zgaga pisała SMS-a. Nagle łup. Zgaga w za długiej spódnicy spadła z huśtawki. Aspołeczna Ala i Miauczący Marcin przerwali na chwilę flirtowanie by spojrzeć, co się stało. Oboje wybuchnęli śmiechem:
- I z czego ryjecie, cymbały?! -wrzasnęła Złowieszcza Zgaga.
- HAHAHAHAHAHAHAHAHA! - zawtórowały 'cymbały'.
- ==' serdecznie... - burknęła Zgaga z fochem.
Zapadła niezręczna cisza.[czy cisza może być niezręczna, skoro nie ma białka? XDD]
- Mogę wypić twoją krew~~? - palnął Miauczący Marcin.
- Taa, jasne. Dajesz stary. - parsknęła Aspołeczna.
- Ale to nie do ciebie było...
Złowieszcza Zgaga udała, że nic nie słyszy.
- No to mogęę~~?? PtośĘĘ - skomlał Miauczący Marcin
Złowieszcza Zgaga spiorunowała go wyrokiem :
- Bo powiem coś, czego nie chces usłyszeć- wychrypiała.
- Ale ja PROSZĘ! - Marcin skakał wokół Huśtawkowego Tronu Zgagi.
- Ekhm. Wyobraźcie sobie, że ja tu żyję i oddycham- burknęła Aspołeczna Ala.
Miauczący Marcin zatrzymał się w półskoku :
- NO CO TY?! Potrafisz?! JAK?!
W tym momencie Złowieszcza Zgaga nie wytrzymała. Z dzikim rykiem rzuciła się na Miauczącego Marcina, szarpiąc za [o pięć rozmiarów za dużą według niego] koszulkę.
- AUAAA! -krzyknął Miauczący Marcin, gdy Złowieszcza Zgaga ugryzła go w rękę.
- Mm jd w zbch. Znisz w czapaniaf!! [mam jad w zębach. Zginiesz w męczarniach!]
- ALA!!!! Ratunkuuuu!- Miauczący Marcin wił się w uścisku żelaznych szczęk [ >D ].
- Phi. - Aspołeczna Ala zrobiłą coś w stylu krawego nawiasu. - Nie chce mi się.
- MAM!- tryumfalnie zakrzyknęła Zgaga z komórką Miauczącego w dłoni. Z miną dziecka, któremu ktoś kupił gigalizaka, usiadła na trinie. Aspołeczna przysiadła obok.
- Eeee..Zgaga? A gdzie twój telefon, hm?
Złowieszcza Zgaga pobladła. Jak ten parsztywy karaluch, ten pociotek meduzy śmiał tknąc jej telefon?! Toż to szczyt szczytów i o piętro wyżej!
- ODDAWAJ! - krzyknęła z furią.
- Nie. - Miauczący Marcin usiłował odblokować klawiaturę.
- Oddawaj!
- Boo...
- Bo co?
- Bigos -_-
Aspołeczna Ala przyglądała się tej scenie z kamienną twarzą [ ona naprawdę to potrafi]. Jej [rude] włosy fruwały na wietrze.
- Idę po loda - zakomenderowała i ruszyła zamaszystym krokiem w stronę sklepu.
- Dobra - burknęła Złowieszcza. - Załatwmy to bez niepotrzebnego rozlewu krwi. Liczę do trzechi kulturalnie oddajemy sobie telefony.
- Raz- Miauczący Marcin obszedł huśtawkę.
- Dwaaa.
- TRZY!
Złowieszcza Zgaga dalej trzymała komę Marcina , Miauczący dalej ściskał Komę Zgagi. Mijały minuty! [dodajemy dramaturgii~~ ;3]
- Pedał! - krzyknęła Zgaga.
-Ty bardziej! odkrzyknął Marcin.
-Twój stary!
- Nie, twoja stara!
- Udowodnij! - Złowieszcza Zgaga zauważyła Aspołeczną Alę skradającą się za plecami Miauczącego Marcina.
- Nie! Ty udowodnij!! - Miauczący niczego się nie spodziewał.
*HAPS* Miauczący Marcin wylądował z twarzą w podhuśtwakowym kurzu. Aspołeczna Ala i Złowieszcza Zgaga tańcopląsały z dwoma telefonami wokół Miauczącego Marcina, który rozpaczliwie próbował się podnieść.
- Nie ruszaj się! Mam drewniany patyczek po lodzie i nie zawaham się go użyć w słusznej sprawie! - powiedziała Aspołeczna tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Dobraa..-Miauczący Marcin zaczął się tulić do Aspołecznej. [ do stóp, bez skojarzeń xD]Złowieszcza Zgaga przyglądała się tej scenie z wyraźną dezaprobatą :
- Idę po Konar. - mruknęła.
cdn. ;]

czwartek, 5 lutego 2009

zakręt

To miało być przemyślane, głębokie, dobrze poprowadzone pod względem refleksji...nie.
Są ferie, mam wolne od myślenia.Miało być tak pięknie.I jest, mam dodatkowy tydzień ferii dzięki moim ukochanym kolanom :<
Głowę rozsadza mi milion pomysłów, a siedzie i nic nie robie. Leże do 10 w łózku i jak w końcu się zwlokę to tylko po to, żeby coś zjeść.Tylko w nocy mam chwilę.Mam dziką ochotę gdzieś wyjść, zrobić ognisko, wypalić się.Doszczętnie. Tak jak kiedyś... chciałabym żeby było 'tak jak kiesyś'. Mimo, że różowo nie było. Ale wiedziałam co czeka mnie następnego dnia. A teraz? Codzienna niepewność jutra. Jedyną gwarancją są słowa. Ale niestety na nikim prawda nie robi wrażenia. Po co mówić prawdę, skoro to nikogo nie obchodzi? Lepiej troche ubarwić, wpleść małe, nic nie znaczące kłamstewko i będzie pięknie.
Miało być tego więcej. Miało być podsumowanie roku, ambitne postanowienia. Ale wyszło jak zwykle, wiwat Leń! o urodzinach w sumie nie ma co pisać[ukłon w strone samotnych nocy]. Jestem starsza o rok i zaczyna do mnie docierać, ile mam już lat. Przeraża mnie to. Boję się przyszłości, tego że "no wypadałoby żebyś sobie już kogoś powoli znalazła...". Nie chcę dorosnąć. Wiem idiotyczne. Ale perspektywa tego, że mogę być od kogoś uzależniona dobija. Bo z jednej strony chciałabym być 'czyjaś', miec gdzie i po co wracać. Powiedziałąm to mamie. I co usłyszałam? "Jesteś niewdzięczna. Przecież zawsze wracasz.Do nas.Masz przyjaciół.Doceń to co masz." heh jasne, jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma. Lubie to co mam. Doceniam to kogo mam. Ale jednak coś jest nie tak...nie wykminiłam jeszcze co, ale jak się dowiem - dam znać.
Proszę, powiedzcie, że to choć trochę ambitne.
"...Then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
Was just a freight train coming your way..."